Trening DESW

shinai-w-desw

Shinai w DESW – ma to sens?

Dzisiejszy wpis tworzy się w mojej głowie przy dźwiękach Dzwoneczków, czyli playliście, której właśnie słucha moja Ala. (: Jeśli czytałeś/aś mój poprzedni wpis - "Shinaiowy zawrót głowy" - to już pewnie wiesz, że jestem miłośnikiem shinaiowego nakurwiania. (: Jednak tych kilka bambusowych listewek, złączonych ze sobą za pomocą kawałka skóry i struny, może całkowicie wypaczyć Twoją technikę tworząc nawyki, które zupełnie nie będą się przekładać na walkę mieczem. W tym wpisie opiszę Ci wszystkie wady i…
walka mieczem

Pokaz DESW grupy FECHTER: Przygotowania cz. 2.

Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś pierwszej części, możesz to zrobić TUTAJ. Dzisiejszy wieczór spędzam przy Les Discrets. Do pokazu zostało nam dosłownie kilka dni, a siły wyższe zamanifestowału swoje niezadowolenie - najwyraźniej z tego jak słabo byliśmy przygotowani. (; Nie wiem czy pamiętasz, ale maj 2010 był miesiącem, w którym praktycznie w całym kraju szalała powódź. "VII Majówka z Sokołem" miała się odbyć na boisku piłkarskim w Czernichowie, które jest usytuowane nieopodal koryta rzeki Soły. Na kilka dni przed…
Pokaz dawnego fechtunku

Pokaz DESW grupy FECHTER: Przygotowania cz. 1.

Jest to kontynuacja "Mojej przygody z DESW". Dzisiejszy wieczór spędzam przy Alcest. Początkiem maja 2010 roku władze PTG "Sokół" przypomniały sobie o nas z racji rozpoczynającego się sezonu wiosenno-letniego. Zostaliśmy poproszeni o zaprezentowanie kilku technik walki długim mieczem podczas imprezy o nazwie "VII Majówka z Sokołem". Było to dla nas dość spore wyzwanie, ponieważ poziom naszych umiejętności wciąż pozostawiał wiele do życzenia. Wprawdzie nabraliśmy trochę pewności siebie po warsztatach pod okiem Marcina Surdela, ale wiesz jak to…
Nauka walki mieczem

Moje pierwsze rutyny: Florysh na do widzenia.

Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Ciąg dalszy dramatu we Francji. Aż się odechciewa słuchać muzyki. Na koniec tamtego dnia, wykorzystałem cały mój ówczesny repertuar do walki z cieniem. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób: To wideo doskonale ujawnia moje wszystkie ówczesne problemy z techniką. W momencie gdy zwiększałem tempo, od razu wkradały się nieczyste uderzenia. Różnorodność sekwencji też daje wiele do życzenia. I właśnie o to chodzi, aby regularnie działać w ten…
Trening walki mieczem

Moje pierwsze rutyny: Unterhawen.

Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Tym razem nie będzie muzyki. Słucham informacji o zamachu terrorystycznym na redakcję paryskiego magazynu "Charlie Hebdo". Kolejnym elementem, który możesz doskonalić we własnym zakresie są Unterhawy, czyli ciosy wyprowadzane z dołu. Mają one mniejszą siłę i zasięg od Oberhawów i nie radzę inicjować ataku tymi uderzeniami, ale są sytuacje, w których Untery są całkiem efektywne - dlatego warto poświęcić im trochę czasu, tym bardziej, że technicznie są…
Walka mieczem

Moje pierwsze rutyny: Oberhawen.

Jest to kontynuacja wpisu: "Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen". Dzisiejszy wieczór spędzam przy Pixies. Najprostsze co możesz zacząć trenować, to mielenie na okrągło Oberhawów. Jeśli jesteś początkujący/a, tak jak ja w 2010 roku, to może się okazać, że nie jest to aż tak prostą sprawą. Wszystko sprowadza się do wykonywania serii ciosów z góry, raz z jednej, raz z drugiej strony. Na załączonym nagraniu atakowałem nieustannie i za każdym razem z przekrokiem, co jest dość…
Nauka szermierki

Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen.

Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzednim wpisie wspomniałem o Florysh (walce z cieniem), to wypadałoby rozwinąć trochę ten temat. Dla mnie wszystko zaczęło się przez przypadek. Na jeden z treningów - wczesną wiosną - dojechałem jako jedyna osoba. Jakoś tak wyszło, że każdemu coś akurat wypadło a jako, że wtedy trenowaliśmy tylko we trzech,…
Szermierka

Od tego się zaczęło poważne trenowanie.

Początki treningu sztuk walki są naprawdę trudne. Jednak mimo powolnych postępów nie warto się zniechęcać. Każdy, nawet najmniejszy element wyuczony po długich godzinach wylewania krwi i potu zasługuje na pochwałę. Nieważne w jakim tempie przyswajasz wiedzę - DESW to nie sprint. Zresztą, trenując przez całe życie 2 razy dziennie, 7 dni w tygodniu, może się okazać, że nie opanujesz do perfekcji całej wiedzy zapisanej w dawnych manuskryptach. W końcu, jakikolwiek progres jest lepszy od stagnacji. Może to być zwykłe…