The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja

Moim zadaniem było podnieść temperaturę ciała chłopakom i przeprowadzić ich do głównego budynku grodu, na sygnał. Tak też się stało, ubraliśmy się cieplej, każdy się dozbroił w syntetyczny miecz i wyprowadziłem ekipę przed karczmę na małą rozgrzewkę. Alana nie było z nami, zniknął wcześniej z resztą obsługi Wioski. W powietrzu wisiało coś wzniosłego. Dało się wyczuć lekkie napięcie, szczególnie gdy spojrzało się w stronę grodu, który z oddali oświetlony był światłem pochodni. Nim skończyliśmy rozgrzewkę, dotarł do nas basowy dźwięk rogu wzywający do siebie.

Ruszyliśmy drewnianym mostkiem nad fosą, przechodząc przez bramę w drewnianej palisadzie i idąc dalej w górę, prowadzeni światłem pochodni oświetlających ścieżkę. Szedłem na czele kolumny wraz z wioskową eskortą, po drodze zaczęły dudnić wojenne bębny. Ciężka melodia dochodziła ze środka dworu. Zatrzymaliśmy się u wrót do sali tronowej. Chwila konsternacji. Vanja podszedł bliżej i kilkukrotnie uderzył pięścią w drzwi. „You may enter!” rozległ się basowy głos z wnętrza. Weszliśmy. Po lewej stronie, na tronie przyozdobionym po bokach ludzkimi czaszkami siedział Alan podpierając się swoim mieczem. Stanęliśmy w szeregu naprzeciwko tronu, po przeciwległej stronie sali. Chwila w milczeniu i ponownie Alan przemówił: „Everyone who does not wish to fight, take a step back”. Nikt nawet nie drgnął. Alan wypowiedział imiona pierwszych dwóch walczących i nakazał pozostałym wejść po schodach na balkon okalający salę tronową. Tego dnia zawodnicy walczyli w maskach szermierczych. Gdy pierwsza para przygotowywała się do pojedynku, widownia zaczęła krzyczeć „Two men enter. One man leaves!”. W ruch poszły również eliksiry :D.

Ponownie, każdy z uczestników staczał jeden pojedynek. Podobało mi się to, że w przeciwieństwie do poprzedniej nocy, tym razem zawodnicy myśleli nad tym co robią. Próbowali przemycić zdobytą wcześniej wiedzę do pojedynków, a ich ciosy nie były już instynktownymi ruchami kogoś, kto pierwszy raz w życiu trzymał miecz w rękach. Pojawiła się kontrola broni, prawidłowe prowadzenie ostrza, a co najważniejsze, po 3 długich sesjach rutyn w powietrze, uderzenia miały odpowiednią siłę. Chaos ustąpił taktyce. Osobiście nie spotkałem się z tak dużym progresem po tak niewielu treningach. Jako trener, mogę śmiało powiedzieć, że nic nie daje takiej satysfakcji jak świadomość, że cała nasza praca nie poszła na marne – mówiąc „nasza” mam na myśli nie tylko mój wkład w trening, ale i wkład uczestników. Punktem kulminacyjnym tej fazy pojedynków było wywołanie do walki mnie oraz Alana. Było to o tyle ekscytujące doświadczenie dla widowni, że mogli zobaczyć walkę wyjętą prosto z dużych turniejów DESW. Było w niej wszystko – taktyka, praca dystansem, intensywne wymiany, a na końcu wpadliśmy na siebie lądując na tronie, potrącając po drodze kilka ludzkich czaszek :D. Aż żałuję, że nie nagrywaliśmy tych pojedynków, co zdecydowanie trzeba będzie zrobić w przyszłych edycjach.

W następnej fazie pojedynki były sędziowane do 5-u czystych trafień, na zasadach podobnych do tych z turniejów DESW. Zwycięzca zostawał na polu walki, a przegrany wybierał mu następnego przeciwnika. Najwięcej wygranych nagromadził Vanja z Czarnogóry, który w pełni wykorzystał swój potężny zasięg (Vanja w przeszłości był bramkarzem w jednej z ligowych drużyn), w końcu miał około 2 metrów wzrostu.

Źródło: Janusz Alpharius Kowalski - https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1234792466581709&set=a.724460804281547.1073741827.100001529028225

Źródło: Janusz Alpharius Kowalski – https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1234792466581709&set=a.724460804281547.1073741827.100001529028225

Tej nocy chyba wszyscy się wystarczająco nawalczyli, a nawet jeśli nie, to zmęczenie dało się we znaki na tyle, że po nocnej akcji nie było już chętnych na dodatkowe sparingi. Rozmowy przy stole też w miarę szybko się skończyły i po około dwóch godzinach wszyscy po prostu zgaśliśmy. Jeszcze nigdy podłoga nie wydawała mi się tak mięciutka i przyjemna :D.

Powiązane wpisy

Moje pierwsze rutyny: Oberhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen". Dzisiejszy wieczór spędzam przy Pixies. Najprostsze co możesz zacząć trenować, to mielenie na okrągło Oberhawów. Jeśli jesteś p...
Shinaiowy zawrót głowy Pora na odrobinę polskiej muzyki po angielsku, czyli Frozen Lakes. Czas opowiedzieć Ci o moim największym wzroście umiejętności sparingowych i o bardzo prostym, a zarazem relatywnie tanim spo...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...

Strony: 1 2 3 4 5 6

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *