The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja

Nastał ranek. Pierwszy punkt programu – „Zaprawa”. Dosłownie, wstaliśmy, poranna toaleta i wio cwałem w las. Wbiegliśmy na szczyt wzniesienia, gdzie znajdował się wcześniej wspomniany Fort, a później zbiegliśmy dłuższą drogą z powrotem do wioski. Kondycyjnie dałem radę, choć byłem w tej części grupy, która zamykała stawkę. No ale wiadomo, bez przygotowania jest dętka, dlatego jeśli chciałbyś/abyś wybrać się na drugą edycję, polecam przygotować się wcześniej kondycyjnie. Prócz biegania, rób dużo pajacyków – mierz w okolice 200 powtórzeń bez przerwy. (;

Po zaprawie, dojechało do nas śniadanko, a w bonusie zaginiony Mahmet, który – jak się okazało – nocował w Przemyślu i po problemach na granicy jedyne o czym marzył to wygodne łóżko. Z tego co opowiadał, był jedyną osobą z autobusu, której zrobili skrupulatną kontrolę. Miał szczęście, że kierowca nie ugiął się pod presją zniecierpliwionych pasażerów, bo utknąłby na granicy pewnie na dłużej. Nie zazdroszczę. Taka ilość stresu może człowieka wykończyć.

Źródło: Wioska Fantasy - https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/pcb.1526921410668448/1526921390668450/

Źródło: Wioska Fantasy – https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/pcb.1526921410668448/1526921390668450/

Źródło: Wioska Fantasy - https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/pcb.1526921410668448/1526921344001788/

Źródło: Wioska Fantasy – https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/pcb.1526921410668448/1526921344001788/

Boot Camp. #sharethepath #bootcamp #swordfight #hema

Film zamieszczony przez użytkownika Grododzierżca (@wioska_fantasy)

Po śniadaniu przyszła pora na trening prowadzony przeze mnie. Temat? „Defence”. Czas przewidziany na zajęcia? 2 godziny z rozgrzewką. Pech chciał, że nie lubię prowadzić treningów po łebkach i zafundowałem chłopakom dodatkowe 1,5 godziny w gratisie, kończąc je rzezaniem rutyn w odrobinie innej konfiguracji niż Alan dzień wcześniej. Chciałem dołożyć chłopakom jeszcze ostatnie pół godziny (lubię pełne cykle), ale miny ćwiczących były dość jednoznaczne i nie miałoby to większego sensu. Byli zwyczajnie przeciorani do imentu.

The Boot Camp One feasting

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alpharius El’Johnson (@ageofalpharius)

Zeszliśmy na obiad, dwugodzinne trawienie i jazda z następnym treningiem. Alan poruszył zagadnienie dynamiki w szermierce, przerabiając kilka ciekawych akcji. Część z nich była robiona w powietrze, część na kontakcie. Wszystko zaczęło się ponownie katorżniczą rozgrzewką, podczas której dopadły mnie skurcze w prawej łydce i nie mogłem w niej uczestniczyć w pełni. Tak to już jest gdy na starość człowiek staje się przykutym do siedzenia pracoholikiem, którego głównym pokarmem jest kawa. Ech, ta jesień.

Po tych trzech sesjach treningowych łapnęły nas miłe zakwasy, przytłumione przez olbrzymią ilość endorfin, a to ciągle nie był koniec sobotnich atrakcji. Najlepsze było jeszcze przed nami – „Nocna akcja” ;D.

Powiązane wpisy

Shinai w DESW – ma to sens? Dzisiejszy wpis tworzy się w mojej głowie przy dźwiękach Dzwoneczków, czyli playliście, której właśnie słucha moja Ala. (: Jeśli czytałeś/aś mój poprzedni wpis - "Shinaiowy zawrót głowy" - to j...
Pokaz DESW grupy FECHTER: Przygotowania cz. 2. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś pierwszej części, możesz to zrobić TUTAJ. Dzisiejszy wieczór spędzam przy Les Discrets. Do pokazu zostało nam dosłownie kilka dni, a siły wyższe zamanifestowału s...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...

Strony: 1 2 3 4 5 6

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *