The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja

Szliśmy dalej wzdłuż ceglanych umocnień, patrząc jak wioskowe kózki wdrapują się na nie zwinnie. W sumie, chyba dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że te urocze zwierzęta towarzyszyły nam cały czas podczas marszu. Po prostu nie było ich widać w ciemności. Podeszliśmy do jednych z licznych metalowych drzwi prowadzących do wewnątrz fortu. Sprawdzamy, otwarte. Wchodzimy do środka. Wewnątrz znajdowało się olbrzymie pomieszczenie z bardzo wysokim sufitem o sklepieniu półkolistym. Postawiliśmy latarenki na ziemi. Wszyscy spojrzeli na Alana, który stał naprzeciwko mnie. W tym momencie zauważyłem, że jakimś dziwnym trafem ustawiliśmy się w okręgu. To chyba taki pierwotny instynkt by gromadzić się wokół światła. Atmosfera była niesamowita. Milczeliśmy przez dłuższą chwilę rzucając sobie wzajemnie spojrzenia. Alan jako jedyny miał przy sobie stalowy miecz. Stuknął nim dwukrotnie o betonową posadzkę i krzyknął „Bring in the potions”!

No i przynieśli. Sprawnym ruchem ktoś z obsługi wioski nalał do szklanego kielicha bliżej nieokreśloną substancję i podał ją Alanowi, który wziął jeden łyk i przekazał go dalej. W końcu przyszła kolej i na mnie. Płyn był jasny, gęsty, o orzechowym, słodkim zapachu. Trochę nam zeszło zanim wypiliśmy pierwszą partię mikstur. Wszystko w ciszy i atmosferze powagi. Gdy już było po wszystkim, Alan ponownie stuknął metalowym okuciem pochwy miecza o posadzkę i powiedział: „Everyone who does not wish to fight, take a step back and out of the circle”. Nikt nawet nie drgnął. Pojawił się lekki uśmiech na naszych twarzach. Wytypowano pierwszą parę walczących.

Zawodnicy byli dobieraniu pod względem umiejętności, a przynajmniej tego co udało się wychwycić podczas wcześniejszego treningu. Ważne aby nikt nie czuł się poszkodowany walką ze zbyt wymagającym przeciwnikiem. Nie liczyliśmy punktów, a każda walka trwała po kilka starć, lub nie więcej niż dwie minuty (licząc na oko). Nie było sensu przedłużać pojedynków w nieskończoność, bo następni zawodnicy czekali niecierpliwie na swoją szansę.

Gdy już każdy miał okazję zawalczyć, ruszyliśmy z drugą serią eliksirów. (;

Druga seria walk odbyła się na podobnych zasadach, a na samym końcu Alan powiedział ważne słowa, przytoczę je z pamięci: „Dzisiejsze walki nie miały na celu wyłonić najlepszego spośród was. Chcieliśmy ocenić wasze umiejętności. Dziś wszyscy jesteście wygrani”.

Ten tekst zakończył piątkową serię walk. Ustawiliśmy się ponownie w kolumnę i ruszyliśmy w stronę wioski.

Chłopcy zdecydowanie odczuwali niedosyt, bowiem po powrocie jeszcze przez długi czas walczyli przy świetle halogenów, na placu przed karczmą. Mahmet nie dawał znaku życia O_o’.

ognisko

Nim udaliśmy się na zasłużony spoczynek, jeszcze przez kilka godzin prowadziliśmy rozmowy na wszelakie tematy. Było o kuchni, podobieństwach i różnicach językowych, literaturze, podróżach i filozofii, ale temat który najbardziej przykuł moją uwagę wiązał się z fizyką kwantową :D. W końcu mieliśmy w ekipie dwóch fizyków, a to wystarczy by zrobiło się ciekawie. (: Zresztą do tego tematu wracaliśmy wielokrotnie. Mnie osobiście uderzył fakt, że dojrzali faceci potrafią przejechać pół Europy by porządnie się spocić przy treningu szermierki, w Przemyślu. Zaiste ciekawe zjawisko :D.

Nadeszła pora na odpoczynkek. Spaliśmy w izbie nad karczmą, na podłodze, w śpiworach – lub jak co poniektórzy pod kozimi futrami (czego się nie robi dla klimatu :D). Było bardzo miło, gdyż o ile w pomieszczeniu jadalnym było ogólnie dość chłodno i moja aktywność ograniczała się od siedzenia przy gorącej herbacie do siedzenia przy kominku (lub siedzenia przy kominku z gorącą herbatą), tak na piętrze było naprawdę ciepło, a w śpiworze wręcz gorąco.

Powiązane wpisy

Moje pierwsze rutyny: Unterhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Tym razem nie będzie muzyki. Słucham informacji o zamachu terrorystycznym na redakcję paryskiego magazynu "Charlie Hebdo". Kolejnym ...
Shinai w DESW – ma to sens? Dzisiejszy wpis tworzy się w mojej głowie przy dźwiękach Dzwoneczków, czyli playliście, której właśnie słucha moja Ala. (: Jeśli czytałeś/aś mój poprzedni wpis - "Shinaiowy zawrót głowy" - to j...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...

Strony: 1 2 3 4 5 6

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *