The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja

Leci sobie playlista proponowanych utworów przez Spotify. W tym momencie We Have It All by Pim Stones


Jeśli śledzisz mnie na Fejsie, pewnie już wiesz co działo się w zeszłym tygodniu. Jeśli nie, to poniżej wrzucam wideo promujące niesamowity obóz treningowy, w którym brałem udział jako współprowadzący treningi walki mieczem.

No dobra ale z wideo wynika tylko tyle, że jest klimat, dużo mieczy i świetna zabawa. Szczerze powiedziawszy tym zdaniem mógłbym zakończyć ten wpis, bo tak właśnie było, problem w tym, że wtedy zapewne nie był(a)byś ukontentowany/a. (; No więc do rzeczy, zaraz dowiesz się jak przebiegała pierwsza edycja obozu treningowego The Sword’s Path.

Zacznę od tego, że dla mnie osobiście całe wydarzenie było równie enigmatyczne jak dla reszty uczestników. Szczerze powiedziawszy znałem tylko ogólne informacje, t.j. ilość uczestników, harmonogram treningów i materiał, który miałem przerobić z uczestnikami. Z perspektywy tego tygodnia, który minął od obozu mogę śmiało stwierdzić, że reszta spraw była tak świetnie ogarnięta przez organizatorów, że jako współprowadzący treningi dawnego fechtunku zwyczajnie mogłem się skupić tylko i wyłącznie swojej robocie.

Impreza miała się odbyć w okolicy Przemyśla, w miejscu o zacnej nazwie Wioska Fantasy. Jak widać na poniższej mapie, blisko stamtąd na koniec świata, a to zaledwie 300 km ode mnie :D.

Na szczęście dojazd mam ułatwiony. Wystarczy, że wyskoczę na A4 w okolicach Krakowa i potem już leci. Do Przemyśla autostradą, a później 30 km na południe i trafiamy w miejsce, gdzie nocne niebo jest zupełnie niezkałócone przez światła miasta.

W drodze towarzyszył mi jeden z uczestników, Matiej, który do Krakowa przyjechał z Pragi, a ja miałem go odebrać z lotniska Kraków-Balice. Bardzo miły człowiek. Nauczyciel fizyki z zawodu i miłośnik Kitesurfingu oraz majsterkowicz. Całą drogę szukaliśmy podobieństw w polskim języku do czeskiego. To jedna z tych osób, z którą można sobie kulturalnie pomilczeć i nie ma się uczucia, że jest drętwo. (;

Obóz rozpoczynał się o 15:00 ale mieliśmy 30 minut poślizgu, więc siłą rzeczy ceremonia otwarcia opóźniła się o te pół godziny. Gdy już dojechaliśmy na miejsce robiło się ciemno. Weszliśmy do budynku wioskowej karczmy, gdzie czekała na nas reszta uczestników, a był to miks różnych narodowości, z przewagą Słowian. I tak poznałem Vanię z Czarnogóry, Davida z Francji, Alexa z Kanady, który ma serbskie korzenie i akurat urządził sobie tourne po Europie, oraz dwóch Polaków, czyli Alberta i Mateusza. Prócz tego zacnego grona nie można zapominać o Alanie, czyli osobie, od której się wszystko zaczęło, oraz ekipie z Wioski fantasy – Remiku, Oskarze, Marcelu, Bartoszu i Rafale. Brakowało jeszcze tylko jednego uczestnika do naszej szczęśliwej trzynastki ale o tym później. (;

Źródło: Wioska Fantasy https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/a.244584748902127.81378.178535912173678/1525966260763963/

Źródło: Wioska Fantasy – https://www.facebook.com/wioskafantasy/photos/a.244584748902127.81378.178535912173678/1525966260763963/

Wewnątrz karczmy panował półmrok. Na wejściu uderzał w nozdrza zapach palonego w kominku drewna. Towarzystwo zdążyło się już ze sobą zapoznać i widać było, że prowadzili rozmowę od dłuższego czasu. Przynieśliśmy wszystkie toboły i dołączyliśmy do ekipy. O ile dobrze, pamiętam Bartosz z wioskowych opiekunów oprowadził nas po okolicy pokazując łaźnię oraz toalety usytuowane w budynkach sąsiadujących z karczmą. Czekaliśmy jeszcze na Mahmeta, który miał przyjechać do nas ze stolicy Turcji – Ankary. Dostaliśmy tylko informację, że ma bliżej nieokreślone problemy na granicy polsko-ukraińskiej. Zbliżała się 16:00 i przyszła pora na pierwszy trening z podstaw dawnego fechtunku. Nie pozostało nam nic innego jak zacząć bez Mahmeta.

Powiązane wpisy

Moje pierwsze rutyny: Unterhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Tym razem nie będzie muzyki. Słucham informacji o zamachu terrorystycznym na redakcję paryskiego magazynu "Charlie Hebdo". Kolejnym ...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...
Warsztaty z Marcinem Surdelem Wzięło mnie na płytę, której namiętnie słuchałem w tamtym okresie. 30 Seconds to Mars - This is War. Polecam. (: Wspomniałem pod koniec poprzedniego wpisu, że zaczęły trenować z nami niedobitki...

Strony: 1 2 3 4 5 6

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *