shinai

Shinaiowy zawrót głowy

Pora na odrobinę polskiej muzyki po angielsku, czyli Frozen Lakes.


Czas opowiedzieć Ci o moim największym wzroście umiejętności sparingowych i o bardzo prostym, a zarazem relatywnie tanim sposobie, w jaki i Ty możesz je polepszyć – o ile nie sparowałeś/aś jeszcze zbyt wiele i niekoniecznie posiadasz sprzęt by robić to bezpiecznie stalą.

Jak większość rzeczy związanych z DESW, wszystko w moim przypadku zaczęło się od Michała Pajdy. (;

Już od jakiegoś czasu, gdy działałem z Łukaszem i Gabrielem pod szyldem FECHTERa, zachęcał nas do kupna Shinaiów na próbę. My zawsze mieliśmy inne wydatki i bez problemu znajdowaliśmy pretekst by nie wydawać tych 80zł na miecz do Kendo. Jak się później okazało, ten niespełna kilogramowy kikut, składający się z kilku bambusowych listewek całkowicie odmienił nasz pogląd na szermierkę, a wszystko dzięki pełnokontaktowym sparingom na pełnej sile i szybkości.

Jako, że wcześniej niewiele sparowaliśmy – a jeśli już to drewnem i w dodatku bardzo statycznie, uważając by nie zrobić sobie krzywdy – z początku walczyliśmy Shinaiami dokładnie w taki sam sposób, atakując pojedynczymi ciosami, pracując mocno Frequens Motus (zmianą postaw) i skupialiśmy się znacząco na taktyce, działając głównie lekko poza dystansem.

Nie twierdzę, że jest to złe podejście, ale Shinai najlepiej sprawdza się w bardziej dynamicznej walce, gdzie strzały idą całymi seriami, z prędkością nieosiągalną dla cięższych symulatorów miecza. Aby do tego dojść, potrzebowaliśmy kilku miesięcy i Michała, który czuwał nad naszym rozwojem szermierczym, zaszczepiając w naszych głowach coraz to nowsze pomysły na ćwiczenia zadaniowe z wykorzystaniem tego bambusowego symulatora, a my później wykorzystywaliśmy te zadaniówki właśnie w pełnokontaktowych sparingach.

Tradycyjnie ostało się nagranie z tego jak wyglądały nasze sparingi na samym początku i jak postępował progres naszych umiejętności.

Wideo się trochę momentami dłuży, ale mam nadzieję, że kontrast pomiędzy poszczególnymi etapami jest widoczny. Zaczęliśmy bardzo zchowawczo, następnie wpadliśmy w wir nakurwiania i fascynację tego, że możemy w końcu dać upust frustracji związanej z wiecznym hamowaniem ciosów, aż w 3 części, powoli zaczął się rysować jakiś zamysł taktyczny.

Szkoda, że nie ostało się więcej tego typu nagrań. Może przy najbliższej okazji pokażę Ci jak wygląda to obecnie. Zresztą idzie wiosna, więc jest to idealna pora by działać w plenerze. (:


PS. Ten wpis miał być dłuższy, ale stwierdziłem, że lepiej będzie go podzielić na 2 części. Wkrótce opiszę jak trenować Shinaiem, by wyciągnąć z niego maksimum. Tak się zresztą składa, że nasze dalsze treningi stały pod znakiem bambusowych symulatorów i trenowaliśmy głównie nimi.

Powiązane wpisy

Moje pierwsze rutyny: Oberhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen". Dzisiejszy wieczór spędzam przy Pixies. Najprostsze co możesz zacząć trenować, to mielenie na okrągło Oberhawów. Jeśli jesteś p...
The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja Leci sobie playlista proponowanych utworów przez Spotify. W tym momencie We Have It All by Pim Stones Jeśli śledzisz mnie na Fejsie, pewnie już wiesz co działo się w zeszłym tygodniu. Jeśli nie...
Pokaz DESW grupy FECHTER 04.06.2010 Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych części przygotowań do naszego pierwszego pokazu, możesz zacząć TUTAJ. Dzisiejszy wieczór spędzam przy Tides from Nebula. No i stało się, po wielu t...

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *