Shinai w DESW – ma to sens?

Skoro temat łamliwości mamy już z głowy, to teraz przyszła pora aby zdradzić Ci główną przyczynę tego nieprzyjemnego zjawiska.

Zacznę od tego, że Shinai jest symulatorem niezwykle lekkim i szybkim. Ponad to nie posiada krawędzi, przez co każde – nawet nieczyste – pacnięcie wygląda jak skuteczne trafienie. To wszystko sprawia, że nie będąc doświadczonym w operowaniu symulatorami posiadającymi parametry zbliżone do prawdziwego miecza, zaczynasz posługiwać się Shinaiem jak kawałkiem bambusa, którym zresztą jest, a nie jak mieczem.

Mówiąc precyzyjniej, prawie zawsze gdy nowe osoby biorą się za sparing na Shinaie, większość strzałów wyprowadzają prostując ręce i dosłownie pykając przeciwnika ruchem samych nadgarstków, lub puszczają niby mocne strzały z jednej ręki (by uzyskać większy zasięg), ale robią to tak niechlujnie, że każdy z takich strzałów, wykonywany mieczem, trafiłby przeciwnika płazem, nie ostrzem.

Nie wspomnę już o nagminnym trafianiu w ziemię po praktycznie każdym ataku, co jest spowodowane całkowitym brakiem kontroli. Mieczem tak się po prostu nie walczy i aby nie wpoić sobie wyżej wymienionych nawyków, trzeba w pierwszej kolejności zabrać się za przygotowanie techniczne o wiele cięższymi symulatorami, które wymagają włożenia w ciosy większej siły. Niestety, walka z maksymalną siłą ma swoją cenę, a jest nią skrócona żywotność Shinaia.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że takim bambusem można naprawdę mocno nakurwiać, nie robiąc sobie przy tym wielkiej krzywdy. Nie zapominaj, że mimo wszystko będziesz potrzebował/a przynajmniej podstawowych ochraniaczy: maski szermierczej, rękawic z wytłumieniem (np. hokejowych), oraz opcjonalnych ochraniaczy stawów łokciowych i kolanowych. Taki zestaw powinien umożliwić Ci bezpieczne sparingi na pełnej sile i szybkości. Nie myśl jednak, że Ty i Twój przeciwnik jesteście niezniszczalni. Strzały bolą i zostawiają siniaki, które akurat w przypadku Shinaiów stosunkowo szybko schodzą. Ja zawsze powtarzam: „Szermierka musi boleć!”

Pamiętaj, że ból jest Twoim przyjacielem. On powoduje, że hamujesz się przed samobójczymi akcjami i skłania Cię do myślenia podczas walki, by nie dawać się bezsensownie trafiać. Z drugiej strony ból umacnia Twój charakter, gdy go przezwyciężasz i walczysz dalej. Aby uzmysłowić Ci jak „kolorowa” potrafi być walka Shinaiem, poniżej wrzucam galerię moich siniaków, którą zgromadziłem u siebie na Fejsie.

Powiązane wpisy

Pokaz DESW grupy FECHTER: Przygotowania cz. 2. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś pierwszej części, możesz to zrobić TUTAJ. Dzisiejszy wieczór spędzam przy Les Discrets. Do pokazu zostało nam dosłownie kilka dni, a siły wyższe zamanifestowału s...
Moje pierwsze rutyny: Unterhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Tym razem nie będzie muzyki. Słucham informacji o zamachu terrorystycznym na redakcję paryskiego magazynu "Charlie Hebdo". Kolejnym ...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...

Strony: 1 2 3

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *