Pokaz DESW grupy FECHTER 04.06.2010

Zaczęliśmy pokaz od przedstawienia siebie, oraz tego czym się zajmujemy. Pamiętam, że mówiąc szukałem jakiejś przyjaznej twarzy, w której mógłbym znaleźć punkt zaczepienia, i do której przynajmniej w części dociera to o czym mówiłem. Niestety, za każdym razem reakcja była ta sama – odwrócenie wzroku w innym kierunku. Nie mogąc trafić chociaż na parę uszu, które chciałyby dowiedzieć się czegoś więcej o naszym europejskim dziedzictwie, skróciłem gadanie do minimum. W końcu dzieci przyszły popatrzeć jak się Panowie Rycerze leją po głowach. Co za rozczarowanie musiało ich spotkać patrząc na typów w maskach szermierczych. Pewnie stąd brak zainteresowania moją gadką. W końcu ciężko jest się skupić, gdy w głowie kołacze w kółko jedna myśl: „ale mieli być rycerze, a nie szermierze pseudo sportowi!”.

Nie przeciągając zbyt długo (w końcu nie chcieliśmy utracić widowni) zabraliśmy się za część praktyczną. Z grubsza wszystkie techniki widać na nagraniach w 2 poprzednich wpisach: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2. Na szczęście znajomy Łukasza – Sławek Kubis robił foto-reportaż do lokalnej gazety „Kęczanin” (wzmiankę o naszym pokazie można znaleźć na dole 26. strony tego numeru) i dzięki jego uprzejmości ostały się zdjęcia na moim dysku (galeria na samym dole). (:

Gdy tylko chwyciliśmy Federy w dłonie, cała ta niedzielna atmosfera uległa zmianie. Na początku machnęliśmy z Łukaszem kilka szybkich wymian z Części 2. Przygotowań. W między czasie objaśnialiśmy przewagę rozwiązań technicznych nad intensywną młócką. W tym momencie żądza mordu publiczności chyba zaczęła być zaspokajana, bowiem nikt nie zmył się do domu. W sumie, z drugiej strony może być tak, że zostali tylko Ci, którzy musieli na coś czekać, no ale tego się już nie dowiemy. ;P

Następnie wziąłem się z Gabrielem za prezentację poszczególnych technik i kontr technik inspirowanych Gladiatores. Ta część wyszła nam naprawdę świetnie. O wiele lepiej niż to co widać na nagraniach z przygotowań. W tym momencie już specjalnie nie zwracałem uwagi na to, co tam publiczność wyczynia, i czy jeszcze kogoś interesuje to co prezentujemy. Wpadłem w wir nakurwiania i czerpałem z niego pełną przyjemność.

Wisienką na torcie były pojedyncze techniki półmieczy, rozbrajań i strzałów po pierwszym kontakcie, które zaprezentowaliśmy z Łukaszem. Tutaj zdarzyły nam się drobne potknięcia, ale były one tak drobne, że nawet nie pamiętam czego konkretnie dotyczyły. Publiczność sobie z nich pewnie nawet nie zdawała sprawy. Na koniec doszło do niebezpiecznej sytuacji, gdy wykonywałem na Łukaszu cios głowicą i odrobinę przesadziłem z siłą, czego efektem był nokaut Łukasza. Maska dobiła mu do twarzy, zostawiając ślad kraty odbitej na czole i śliwę pod okiem. Każdą technikę pokazywaliśmy dwukrotnie, więc po nokaucie Łukasz szybko się pozbierał i przyjął na twarz powtórkę tego strzału, tym razem w lżejszej wersji i wolniej, żeby publiczność miała szansę zarejestrować co tam się w ogóle działo. Trzeba przyznać, że z Łukasza twardy jest zawodnik. (:

Powiązane wpisy

Pierwsze wyjście z mroku. . W 2009 roku podjąłem bardzo ważną osobistą decyzję. Zrezygnowałem ze swojej dotychczasowej największej pasji, czyli fascynacji tematyką paramilitarną (byłem członkiem grupy paramilitarnej 8 K...
Moje pierwsze rutyny: Florysh na do widzenia. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Ciąg dalszy dramatu we Francji. Aż się odechciewa słuchać muzyki. Na koniec tamtego dnia, wykorzystałem cały mój ówczesny repertuar ...
Warsztaty z Marcinem Surdelem Wzięło mnie na płytę, której namiętnie słuchałem w tamtym okresie. 30 Seconds to Mars - This is War. Polecam. (: Wspomniałem pod koniec poprzedniego wpisu, że zaczęły trenować z nami niedobitki...

Strony: 1 2 3

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *