Zamki

Pierwsze wyjście z mroku.

[Miałem pisać o moich pierwszych zawodach ŚKUNKS 2010, ale uświadomiłem sobie, że w ten sposób pominąłbym kilka ważnych wydarzeń z mojej przygody z DESW. Postanowiłem więc opisać moje pierwsze spotkanie z człowiekiem, bez którego ARMA Bielsko-Biała nie zaczęłaby istnieć – z Michałem Pajdą].


W 2009 roku podjąłem bardzo ważną osobistą decyzję. Zrezygnowałem ze swojej dotychczasowej największej pasji, czyli fascynacji tematyką paramilitarną (byłem członkiem grupy paramilitarnej 8 Kompania Piechoty Górskiej).

Nie będę już się zbytnio rozwlekał nad tym co skłoniło mnie akurat do wyboru DESW. Na pewno jednym z czynników były ograniczenia czasowe. W tamtym okresie planowałem otworzyć działalność gospodarczą, i na dwie pasje zwyczajnie tego wolnego czasu było za mało. Musiałem więc z czegoś zrezygnować. Wielokrotnie myślałem czy nie wrócić do 8KPG, ale nie lubię zabierać się za coś bez 100-procentowego zaangażowania a wiem, że na takie czasu wciąż bym nie znalazł. Wygrały więc Dawne Europejskie Sztuki Walki.

Przez cały 2009 rok, staraliśmy się trenować z Łukaszem Derewieckim regularnie – minimum raz w tygodniu. Wolny czas pomiędzy treningami poświęcaliśmy na studiowaniu traktatów, oglądaniu różnych – mniej lub bardziej udanych – interpretacji technik traktatowych z YouTube’a i niszczeniu żyrandoli podczas prób ich odtwarzania w domowym zaciszu (; (kto jeszcze  niczego nie zniszczył w domu przy pomocy symulatora miecza, niech czym prędzej nadrobi zaległości ;P).

Nie wiem czy są jeszcze na tym świecie osoby, które zaczynają swą przygodę z DESW i muszą rozgryzać od samego początku jak wykonywać poszczególne techniki, tak by się przy tym nie uszkodzić. Czasem mam wrażenie, że wszystko już odkryto, a nowi adepci zwyczajnie korzystają z wiedzy swych trenerów i ufają im bezgranicznie. W tamtym czasie jedynym sposobem weryfikacji tego, czy droga jaką obraliśmy prowadzi w dobrym kierunku było spotkanie się z kimś z polskiej społeczności DESW i wymienienie doświadczeń. Tutaj przyszedł nam z pomocą Michał Pajda. (:

To Łukasz udzielał się na armowym forum (ja nie miałem tam nawet konta) i naciskał (zresztą słusznie) abyśmy jak najszybciej wypłynęli z własnego sosu, który był już mocno podkisły (ja nigdy nie lubiłem demonstrować naszych umiejętności mając świadomość, że daleko nam jeszcze do perfekcji). Było to jednak konieczne, ponieważ w dużym stopniu osiągnęliśmy maksymalny pułap tego, czego mogliśmy się nauczyć we własnym zakresie, nie mając świadomości jak wyglądają profesjonalne treningi w innych grupach. Łukasz to najwidoczniej wyczuwał i cały czas chciał mocno przeć do przodu (chwała mu za to).

Powiązane wpisy

Warsztaty z Marcinem Surdelem Wzięło mnie na płytę, której namiętnie słuchałem w tamtym okresie. 30 Seconds to Mars - This is War. Polecam. (: Wspomniałem pod koniec poprzedniego wpisu, że zaczęły trenować z nami niedobitki...
Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: "Moja historia". Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (: Skoro w poprzed...
Od tego się zaczęło poważne trenowanie. Początki treningu sztuk walki są naprawdę trudne. Jednak mimo powolnych postępów nie warto się zniechęcać. Każdy, nawet najmniejszy element wyuczony po długich godzinach wylewania krwi i potu zasługuj...

Strony: 1 2 3

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


  9 komentarzy do “ Pierwsze wyjście z mroku.

  1. Aleksander Dynarek
    17 grudnia 2014 at 09:54

    Ekstra blog! Jestem uczniem Krzysztofa Kruczyńskiego z Łodzi, gdzie mamy grupę Mordschlag Łódź. Obecnie przeżywamy dynamiczny rozwój przez zastrzyk młodej krwi. Ekstra czyta się o twoich początkach i gorąco wspieram ideę deswowego bloga. Szczególnie, że doskonale rozumiem klimaty w stylu „nakurwianie samotnie w parku na mrozie wasterem” bo sam tak zaczynałem gdy regularny Mordschlag to były poza mną dwie aktywne osoby i od czasu do czasu indywidualny trening z Krzysztofem. Pozdroweinia z Łodzi, mam nadzieję do zobaczenia na zywo :-)

    • 17 grudnia 2014 at 10:34

      Dzięki. Pozdrów Krzysia przy okazji. (:
      Trening w plenerze przy skrajnie niekorzystnych warunkach atmosferycznych jest najlepszym testem charakteru. Trzymam kciuki za waszą grupę, rośnijcie w siłę! (:

  2. 16 grudnia 2014 at 10:45

    Każdy z nas ma mroczną przeszłość. Chyba większość zaczynała od jakiejś grupy rekonstrukcyjnej czy bractwa rycerskiego. Mój pierwszy szok przeżyłem w ŚKUNKSie 2009(?), gdzie miałem okazję poznać ludzi ze świata DESW, w tym Michała. Okazało się, że to do czego sam doszedłem poprzez pracę nad materiałami dostępnymi w internecie (głównie strona ARMA-PL) oraz na treningach zaledwie dało mi mgliste pojęcie jak to robić.

    Dobra rada dla początkujących: Znajdźcie sobie nauczyciela.

    • 16 grudnia 2014 at 11:42

      Na szczęście coraz łatwiej trafić na jakąś grupę treningową, szczególnie w dużym mieście. Jeśli nie ma możliwości trenować regularnie to zawsze jest opcja dojeżdżać zaocznie na jeden trening w miesiącu, a później działać przez następny miesiąc w swoim lokalnym otoczeniu przerabiając ćwiczenia, które się wyniosło z treningu w grupie.

      Ale fakt, samemu jest ciężko.

      • 17 grudnia 2014 at 08:35

        Albo zawsze można pojechać na imprezę DESW, gdzie zazwyczaj są seminaria i warsztaty. Nawet taka jednorazowa konsultacja sporo daje i pokazuje, w którym kierunku dalej zmierzać.

        Moim zdaniem warto zachęcać do tego początkujących, bo oni często nie zdają sobie sprawy z tego, a zazwyczaj mają niechętne nastawienie do kontaktu z zupełnie obcym światem.

        • 17 grudnia 2014 at 10:25

          Też prawda. Mi pierwszy ŚKUNKS dał naprawdę wiele. Chyba przez tydzień po imprezie chodziłem nakręcony. (:

  3. 15 grudnia 2014 at 23:53

    Fajnie się czyta Twoje początkowe perypetie. Okazuje się, że są jakieś fakty o których nawet ja nie miałam pojęcia xP

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *