Moje pierwsze zawody DESW – ŚKUNKS 2010

Pamiętam, że nie mogłem sobie znaleźć partnera, który miałby równie nietypowy sprzęt (czyt. zdezelowaną maskę szermierczą i Federa – czyli dość niebezpieczny zestaw). Zlitował się nade mną Maciek Talaga (obecny prezes SDESW ARMA-PL), który poświęcając trening z partnerem w pełnym sprzęcie ochronnym trenował ze mną. Przeciorał mnie wtedy niemożebnie. Ćwiczenie w wersji dla nieopancerzonych polegało na wykonywaniu Frequens Motus (dynamicznego przechodzenia między postawami) i na sygnał partnera wyprowadzeniu pchnięcia w maskę, którą wystawiał ręką w bok, na ułamek sekundy. Trzeba było pamiętać o trzymaniu dystansu i wytężać wszystkie neuroprzekaźniki w mózgu, aby jak najbardziej skrócić czas reakcji. To ćwiczenie miało w sumie kilka wariantów, ale już teraz dokładnie nie pamiętam jak one wyglądały.

Korzystając z okazji przesyłam podziękowania dla Maćka za litość i wyrozumiałość (:

Następnym punktem programu był warsztat zapaśniczy pod okiem Tomka Maziarza z Ringschule Wrocław. To akurat sobie odpuściliśmy, a ja wziąłem w rękę kamerę i zacząłem nagrywać to co działo się w drugiej części sali. Rzecz jasna nie byłbym sobą, gdybym później z tego materiału nie zmontował jakiejś zajawki. Nie jest to może dzieło sztuki, ale od czegoś trzeba zacząć. (:

Muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Zostałem zaczepiony, o ile się nie mylę, przez kogoś z grupy Mordschag Łódź. Chłopcy wymyślili mega prosty patent na bezpieczny sparing puginałem. Wystarczyło okleić kawałek gazety taśmą klejącą i można było się bezpiecznie okładać mając tylko maskę szermierczą na głowie. Taki sparing z kimś zupełnie obcym, symulatorem broni, której nigdy w życiu nie miało się w ręce jest niesamowicie budującym doświadczeniem. Co ciekawe, szło mi nie najgorzej i nieskromnie powiem, że wielokrotnie zdarzało mi się zaskakiwać przeciwnika, uzyskując czyste trafienia.

Niestety nie planowaliśmy noclegu, więc ominął nas niedzielny turniej walki długim mieczem. Trochę szkoda, ale jak na pierwszy raz to i tak mieliśmy olbrzymią ilość wrażeń. Najlepsze było w tym wszystkim to, że nikt nas nie oceniał. Każdy z uczestników był na jakimś etapie nauki DESW i nikt na nikogo nie patrzył z góry, bo wszyscy mogli się czegoś od siebie wzajemnie nauczyć.

Na koniec drobna rada, jeśli masz możliwość to koniecznie wybierz się na najbliższą imprezę DESW – choćby jako widz (widownia ma wstęp darmowy). Nawet poprzez samą obserwację można naprawdę sporo wynieść z takiego wydarzenia. A przy okazji, będzie okazja spotkać się na żywo. (:

PS.
Odgrzebałem relację z tamtego ŚKUNKSA na stronie Federacji.

Powiązane wpisy

The Sword’s Path Boot Camp I – moja relacja Leci sobie playlista proponowanych utworów przez Spotify. W tym momencie We Have It All by Pim Stones Jeśli śledzisz mnie na Fejsie, pewnie już wiesz co działo się w zeszłym tygodniu. Jeśli nie...
Warsztaty z Marcinem Surdelem Wzięło mnie na płytę, której namiętnie słuchałem w tamtym okresie. 30 Seconds to Mars - This is War. Polecam. (: Wspomniałem pod koniec poprzedniego wpisu, że zaczęły trenować z nami niedobitki...

Strony: 1 2

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *