Nauka walki mieczem

Moje pierwsze rutyny: Florysh na do widzenia.

Jest to kontynuacja wpisu: „Moje pierwsze rutyny: Oberhawen”.

Ciąg dalszy dramatu we Francji. Aż się odechciewa słuchać muzyki.


Na koniec tamtego dnia, wykorzystałem cały mój ówczesny repertuar do walki z cieniem. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób:

To wideo doskonale ujawnia moje wszystkie ówczesne problemy z techniką. W momencie gdy zwiększałem tempo, od razu wkradały się nieczyste uderzenia. Różnorodność sekwencji też daje wiele do życzenia. I właśnie o to chodzi, aby regularnie działać w ten sposób i rozwijać swoje Florysh, o coraz to nowe akcje. Polecam też nagrywanie swojej walki z cieniem. Patrzenie z perspektywy 3-osobowej potrafi naprawdę otworzyć oczy i spojrzeć krytycznie na poziom swoich umiejętności.

Ja zalecam rozbicie Florysh na 3 fazy:

  • Działanie tylko zmianą postaw, czyli wykonywanie Frequens Motus (więcej informacji na ten temat znajdziesz w 5. odcinku Indywidualnego treningu DESW dla początkujących).
  • Ciągłe atakowanie. Tutaj radzę wprowadzić ograniczenie czasowe, np. do 1-2 minut. Jest to najbardziej intensywne ćwiczenie, które ma za zadanie naukę atakowania nawet w niekorzystnych warunkach. Często jest tak, że podczas Florysh tracimy koncepcję na dalsze działanie, a w tym ćwiczeniu nie możemy na to pozwolić, więc gdy koncepcja się kończy, trzeba rzucić w wyimaginowanego przeciwnika pierwszym ciosem (lub serią ciosów), który przyjdzie nam do podświadomości.
  • Na końcu tradycyjne Florysh, czyli walka z wieloma wyimaginowanymi przeciwnikami, którzy podchodzą do nas po kolei, z wielu kierunków. Warto do tego ćwiczenia dokładać również akcje defensywne (niestety nie było ich na nagraniu), oraz działanie z kontry. Staramy się w każdego przeciwnika wypruć (ile fabryka dała) inną sekwencję od poprzedniej. Polecam eksperymentowanie z nowymi kombinacjami.

Jeśli masz chęci i możliwość, nagraj swoje Florysh i opublikuj je w komentarzu poniżej. Jeżeli jesteś niepwny/a swoich umiejętności, zupełnie się tym nie przejmuj – każdy kiedyś zaczynał. A może masz jakąś swoją sztandarową serię, która wychodzi Ci najlepiej? Jeśli tak, to nie wstydź się jej – na pewno wygląda świetnie. (:

Powiązane wpisy

Pierwszy trening na sali. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów o moich początkach z DESW i założeniu grupy FECHTER, możesz to zrobić TUTAJ. Przy okazji, polecam ścieżkę dźwiękową z Jak wytresować smoka, której ...
Pokaz DESW grupy FECHTER: Przygotowania cz. 1. Jest to kontynuacja "Mojej przygody z DESW". Dzisiejszy wieczór spędzam przy Alcest. Początkiem maja 2010 roku władze PTG "Sokół" przypomniały sobie o nas z racji rozpoczynającego się sezonu w...
Moje pierwsze rutyny: Unterhawen. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Tym razem nie będzie muzyki. Słucham informacji o zamachu terrorystycznym na redakcję paryskiego magazynu "Charlie Hebdo". Kolejnym ...

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


  1 komentarz do “ Moje pierwsze rutyny: Florysh na do widzenia.

  1. 9 stycznia 2015 at 21:09

    Polecam nagrywanie siebie i analizowanie swoich nagrań. Nagle okazuje się, że wcale ta technika nie wygląda z boku jak to sobie wyobrażasz.

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *