Nauka szermierki

Moja pierwsza rutyna: 5 Maisterhawen.

Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś wcześniejszych wpisów, możesz to zrobić tutaj: „Moja historia”.

Przy okazji polecam chilloutową kapelę, przy której muzyce się właśnie relaksuję. (:


Skoro w poprzednim wpisie wspomniałem o Florysh (walce z cieniem), to wypadałoby rozwinąć trochę ten temat.

Dla mnie wszystko zaczęło się przez przypadek. Na jeden z treningów – wczesną wiosną – dojechałem jako jedyna osoba. Jakoś tak wyszło, że każdemu coś akurat wypadło a jako, że wtedy trenowaliśmy tylko we trzech, to nie trudno było o taką sytuację. Miałem całą salę dla siebie i musiałem ją okupować do przyjścia następnej grupy ludzi, którzy korzystali z niej po nas, aby przekazać im klucze. No więc co można robić przez 2 godziny samemu z mieczem? Dokładnie to, o czym nagrywam cykl Indywidualny trening DESW dla początkujących – można uczyć się poprawnej motoryki, przeróżnych wariantów ataków i obrony, Frequens Motus (zmiany postaw), no i do tego można też rozwijać pamięć mięśniową, poprawiać wydolność, pracę nóg, dynamikę, czy orientację w przestrzeni. Mówiąc krótko, nawet samemu warto trenować.

Zacząłem od szybkiej rozgrzewki, podczas której wpadł mi do głowy pomysł wykonania serii 5 ciosów mistrzowskich w jednym ciągu, w następującej kolejności:

  • Zornhaw
  • Krumphaw
  • Zwerchhaw
  • Schielhaw
  • Scheitelhaw

Można rzecz jasna zmienić tę kolejność tak, by było Ci łatwiej. Każdy na początku inaczej przyswaja wiedzę i być może wykonanie Schielhaw z pozycji, gdy kończysz Zwerchaw będzie trudniejsze niż po Krumphawie.

Powiązane wpisy

Pierwsza sala treningowa. Mieliśmy już nazwę grupy, mieliśmy już chętnych, ale problemem było znalezienie stałego miejsca treningowego. Ludzie byli rozrzuceni po całej okolicy Bielska-Białej i nie zawsze każdy miał cza...
Warsztaty z Marcinem Surdelem Wzięło mnie na płytę, której namiętnie słuchałem w tamtym okresie. 30 Seconds to Mars - This is War. Polecam. (: Wspomniałem pod koniec poprzedniego wpisu, że zaczęły trenować z nami niedobitki...
Moje pierwsze rutyny: Florysh na do widzenia. Jest to kontynuacja wpisu: "Moje pierwsze rutyny: Oberhawen". Ciąg dalszy dramatu we Francji. Aż się odechciewa słuchać muzyki. Na koniec tamtego dnia, wykorzystałem cały mój ówczesny repertuar ...

Strony: 1 2

Chcesz sobie ustawić avatar? Zarejestruj się!

Po rejestracji sprawdź spam swojej poczty. Mail z hasłem mógł do niego trafić.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *